Szczepionki – rosyjska ruletka. Recenzja książki „Ukryte Terapie” cz. II

Szczepionki – rosyjska ruletka. Recenzja książki „Ukryte Terapie” cz. II

W moje ręce trafiła niedawno druga część książki pana Jerzego Zięby „Ukryte Terapie”. Na początek: wielkie słowa uznania dla pana Jerzego, za jego pracę, niezwykle potrzebną, za to że uświadamia Polaków jak bardzo są oszukiwani przez skorumpowany świat medyczny. A przede wszystkim za rady, co robić aby zmienić kierunek naszego leczenia, o ile można użyć słowa „leczenie” w kontekście dzisiejszej praktyki medycznej.

W drugiej części książki „Ukryte Terapie” znajdziemy rozwinięcie tematów dotyczących witaminy C, witaminy D i cholesterolu – czyli tego co zostało już poruszone w części pierwszej. Pojawiły się też całkiem nowe wątki, jak leczenie nowotworów, szczepionki czy lekooporna padaczka. Pan Jerzy wydał dość obszerną książkę, prawie 500 stron, ale rozpoczął już pracę nad częścią trzecią, w której obiecał napisać między innymi o chorobach przewlekłych, na co nie ukrywam, czekam z niecierpliwością.

Natomiast na tą chwilę, ponieważ niebawem zostanę mamą, najbardziej interesuje mnie wątek szczepionek, dlatego też pokrótce streszczę co zostało napisane w rozdziale poświęconym temu bardzo kontrowersyjnemu tematowi.

Szczepionki zarejestrowane są jako lek, mimo że lekiem nie są. Leki stosujemy wtedy, kiedy wystąpi choroba. Jak wiadomo, szczepionkę można przyjąć jedynie, kiedy jest się zdrowym. Więc o jakim leczeniu mówimy? Szczepionki zostały zarejestrowane jako lek tylko dlatego, że wówczas mogą być refundowane. Jeśli rodzice mieliby płacić pełną kwotę za szczepionkę, wielu z nich by zrezygnowało ze względów finansowych. Także rodzice płaca symboliczne kwoty a resztę my wszyscy jako podatnicy.

Jeśli szczepionka jest formalnie lekiem, to powinna przejść bardzo rygorystyczne badania kliniczne, które mają na celu potwierdzenie bezpieczeństwa i trwają co najmniej kilka lat. Dlaczego tak się nie dzieje? Najprawdopodobniej żadna szczepionka nie przeszłaby takiego testu bezpieczeństwa.

Dlaczego szczepionki podaje się nowonarodzonemu dziecku, które nie ma w pełni wykształconej odporności? Kalendarz szczepień przewiduje ponad 20 szczepień w ciągu zaledwie 2 lat życia dziecka. Jeśli rodzic odmówi szczepienia swojego dziecka, ponieważ chce uchronić tego maleńkiego człowieka przed ogromną ilością toksyn, to jest straszony sankcjami finansowymi. W szczepionce znajdziemy nie tylko związki rtęci ale i aluminium czy formaldehydu, który jest substancją rakotwórczą. Jeśli lekarzowi rozbije się ampułka ze szczepionką, musi wezwać specjalną ekipę do usuwania odpadów toksycznych. I taki właśnie „eliksir zdrowia”, jak żartobliwie nazwał szczepionkę pan Jerzy, jest podawany dzieciom bezpośrednio do krwiobiegu. A do końca nie wiemy, co jeszcze w szczepionce możemy znaleźć poza metalami ciężkimi, ponieważ żaden producent nie zapewni biologicznej czystości szczepionki.

Największą paranoją jest to, że nakaz szczepienia wychodzi od urzędników państwowych, których my, podatnicy, opłacamy. A jeśli nasze dziecko poważnie zachoruje z powodu podania szczepionki, nikt za to nie weźmie odpowiedzialności, bowiem uszkodzenie organizmu jest wówczas traktowane jako „następstwo działań leczniczych, koniecznych dla uchylenia niebezpieczeństwa grożącego zdrowiu […] lub życiu dziecka poczętego”. Ale jak już ustaliliśmy wcześniej, szczepionka nic nie leczy! Mało tego: lekarz może podać szczepionkę tylko zdrowemu dziecku. Ale procedury chronią zarówno lekarzy jak i urzędników. Przypadki uszkodzenia zdrowia po podaniu szczepionki, nie zawsze są zgłaszane do sanepidu. Weźmy również pod uwagę, że skutki uboczne podania szczepionki mogą wystąpić po kilku czy nawet kilkunastu latach i wówczas tym bardziej nikt nie weźmie za to odpowiedzialności, bo będzie to bardzo trudne to udowodnienia.

Czym różnią się obecne szczepionki od tych, które kiedyś były podawane? Przede wszystkim kiedyś szczepionka była na pojedynczego wirusa, teraz mamy produkt niemalże „all in one”. Układ odpornościowy dziecka nie jest gotowy na taką ilość stymulatorów aby wytworzyć przeciwciała na różnego rodzaju wirusy równocześnie. Kiedyś nie było aż tylu szczepionek i nie były podawane tak maleńkim dzieciom.

Bardzo podoba mi się to, że pan Jerzy Zięba, poza tym że poruszył bardzo poważny temat, dał też konkretne wskazówki co należy zrobić aby przeciwstawić się tej chorej praktyce.

Zachęcił do kontaktu z organizacją STOPNOP www.stopnop.pl oraz do przesłuchania nagrania „Jak nie szczepić – aspekty prawne – Urszula Tomicka”.

W książce są też wskazówki dla rodziców, którzy są zdecydowani zaszczepić swoje dziecko. Nikt ich z tego powodu nie krytykuje, ponieważ mają prawo do własnych decyzji. Natomiast ważne jest, aby taką decyzję podjąć świadomie, po zapoznaniu się z wszelkimi faktami. Szczepić należy rozważnie, w książce zaleca się między innymi przebadać dokładnie dziecko przed szczepieniem i uzyskać zaświadczenie zarówno od dwóch różnych pediatrów jak i dwóch różnych psychologów, że dziecko rozwija się prawidło oraz dodatkowo po szczepieniu wspomóc organizm dziecka w usuwaniu metali ciężkich. Temat szczepionek jest dużo szerzej omówiony w książce, myślę że jest to obowiązkowa lektura dla każdego rodzica.

Zastanów się nad tym. Chodzi przecież o zdrowie Twojego dziecka. Zachęcam do pozostawienie opinii. Proszę o konstruktywne wypowiedzi. Komentarze pełne hejtu nie będą publikowane. Szanujmy się. Nie zależnie od tego czy jesteś zwolennikiem czy przeciwnikiem szczepionek, pamiętaj że w tym artykule nie chodzi tylko o aspekt szkodliwości szczepionek ale przede wszystkim o możliwość podjęcia niezależnej decyzji, co każdy człowiek powinien mieć zapewnione. Podanie szczepionki nie jest akcją ratowania życia i nie można jej podać wbrew woli pacjenta lub w przypadku dziecka, wbrew woli rodzica / opiekuna prawnego. To zadziwiające, że w dzisiejszych czasach musimy walczyć o tak podstawowe prawo. Teoretycznie nie musimy… W tym miejscu również powołam się na to, co pan Jerzy Zięba napisał:

BARDZO WAŻNE PRAWO, dotyczące każdego z nas jak i RODZICÓW, których zmusza się do szczepienia ich dzieci.
Kodeks etyki lekarskiej w art. 15 stanowi, że postępowanie diagnostyczne, lecznicze i zapobiegawcze wymaga zgody pacjenta lub jego przedstawiciela ustawowego. Istotną regulacją w tej materii jest również art. 5 Konwencji o ochronie praw człowieka i godności istoty ludzkiej wobec zastosowań biologii i medycyny, zgodnie z którą: „Nie można przeprowadzić interwencji medycznej bez swobodnej i świadomej zgody osoby jej poddanej. Przed dokonaniem interwencji osoba zainteresowana otrzyma odpowiednie informacje o celu i naturze interwencji, jak również jej konsekwencjach i ryzyku. Osoba zainteresowana może w każdej chwili swobodnie wycofać zgodę”. 

Tak więc, jakiekolwiek ZMUSZANIE rodziców do szczepienia ich dzieci jest BEZPRAWNE. W związku z tym jakiekolwiek nakładanie KAR za nieszczepienie dzieci jest również bezprawne.

 

1 komentarz

  1. synx 1 rok temu

    Cześć.

    Myślę, że sama idea szczepienia jest dobra. W sensie – zapobieganie epidemiom poprzez podawanie preparatu zawierającego osłabione „zarazki”, by zmusić organizm do wytworzenia przeciwciał na nie – to dobry pomysł. Natomiast implementacja / wdrożenie tej idei w praktykę pozostawia wiele do życzenia. Na pewno nie jest obojętne, w jakim momencie, przy jakim stanie zdrowia preparat typu szczepionka zostanie podany do organizmu. Nie do końca orientuję się, jak sytuacja wygląda obecnie. Ale ponad 30 lat temu jako małe dziecko dużo chorowałem i lekarz prowadzący (będący jednocześnie szefem pediatrii w sporym ośrodku) pozwalał na podanie szczepionek tylko w ściśle określonych momentach mojego życia, kiedy jego zdaniem stan zdrowia na to pozwalał, poprzedzając to badaniami. W efekcie wszystkie wymagane szczepionki przyjąłem, ale zwykle nie dokładnie wtedy, co rówieśnicy (od kilku miesięcy do 2 lat przesunięcia). Niewątpliwie łatwiej i o wiele taniej jest obsłużyć sytuację, gdy wszystkie dzieci w danym wieku mają podane szczepionki od jednego producenta jednocześnie. Moje „procedury” na pewno kosztowały system i rodziców więcej. Ale u części dzieci znacznie lepiej byłoby podać szczepionkę w innym momencie niż wynikający z bezwładu systemu. W „moich czasach” szczepienia odbywały się w przedszkolu / szkole, naraz dla całego rocznika. Lekarz przed szczepieniem pobieżnie badał dziecko (około 20 na godzinę) i decydował czy może mieć podaną szczepionkę. Ja ze względu na przewlekłe choroby musiałem mieć specjalne zwolnienia ze szczepień, by standardowa machina mnie nie objęła. Tak jak mówię, wszystkie szczepionki w końcu otrzymałem, ale niektóre z opóźnieniem. Mam nadzieję, że i w dzisiejszych czasach uda się w końcu opracować rozwiązanie, godzące zapobieganie epidemiom (to w swej idei wspaniała rzecz) z zapobieganiem pogorszenia się zdrowia jednostki w wyniku podania niewłaściwego dla danego człowieka lub niewłaściwego w danym momencie preparatu. Jedyną przeszkodą mogą być kwestie biznesowe – bo 1) indywidualne podejście musi być droższe niż zbiorowe (to z punktu widzenia budżetu państwa i rodziców), a 2) producentowi jednak najbardziej się opłaca duży kontrakt, pozwalający na hurtową produkcję i dystrybucję (ograniczenie kosztów własnych). Może dałoby się uzyskać przynajmniej to, by producenci musieli konkurować nie tylko na cenę, ale i na jakość (rozumianą jako ograniczenie skutków ubocznych i substancji zbędnych) swoich preparatów szczepionkowych. Myślę, że to mogłoby być realne.

Zostaw odpowiedź

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

*